środa, 26 lutego 2014

Inny świat pełen robaczków

Autorką książki „Porta Coeli. Brama światów” jest Susana Vallejo hiszpańska pisarka, laureatka Alfaguara Jaen Award i nagrody Edebe. Mieszkająca w Barcelonie kreatorka świata przedstawionego w recenzowanej przeze mnie książce natchnęła mnie nadzieją, że pierwsza książka fantasy, o ile można ją w tej kategorii umieścić, będzie czymś, co naprawdę mnie zafascynuje. Blurb na tylnej okładce był naprawdę intrygujący i właśnie na jego podstawie wybrałam tę książkę. Właściwie najpierw chwyciłam tom drugi zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy, dopiero po chwili odnalazłam pierwszy. Okładka wydawała mi się też całkiem zachęcająca, więc decyzja zapadła.

Książkę zaczęłam czytać w czasie prawie dziesięciogodzinnej podróży pociągiem. Pierwsze strony zaalarmowały mnie, że coś już mi tutaj nie odpowiada. Nie wiedziałam jeszcze wtedy co. Przerzucając stronę za stroną dochodziłam do bardzo przykrego wniosku. Choć właściwie nie przykrego, a rozczarowującego. „Porta Coeli. Brama Światów”, w którą pokładałam swoje nadzieje, okazała się być powieścią na poziomie najzwyklejszego opowiadanka pisanego na blogu przez średnio utalentowaną czternastolatkę. Choć i tak mogłabym tym urazić niejedną osobę.
Wykreowany przez Susanę Vallejo świat jest opisany w sposób szczegółowy, a jednocześnie nie ukazujący nic. Osobiście mało co udało mi się wyobrazić poprzez jego opisy. Jest ich sporo, ale ich konstrukcja pozostawia wiele do życzenia.
Każda z występujących w powieści postaci jest mdła i w żaden sposób nie zachwyca swoim jestestwem. Nie ma ani jednego bohatera, który wyróżniałby się swoim charakterem, który mógłby wywołać w czytelniku podziw, rozbawienie albo niechęć. Można by rzec, że ich kreacje zostały stworzone w sposób bardzo infantylny. Najgorzej skonstruowana jest postać głównego bohatera, Bernarda. Wieloletni wojownik będący na służbie Zakonu Świętej Cekliny nieraz wykazał się bezmyślnością, którą zrzucał na barki czasu. Nie wykazał się przyjacielskimi uczuciami, w momencie, który by tego od niego najbardziej wymagał. Jego bliższe kontakty z Yebrą, żeńską główną postacią, są permanentne. Niby są, ale ciężko je zauważyć gołym okiem. O reszcie nie będę się rozpisywać, bo nie ma o czym.
Najbardziej jednak irytującą rzeczą z jaką musiałam się zmierzyć podczas czytania było abstrakcyjnie proste słownictwo. Nie powiem, lubię czytać książki, w których autor nie używa zbyt skomplikowanych słów czy wyrażeń, ale powtarzające się w kółko: „stworki”, „robaki”, „w tamtym świecie”, „zakazane księgi”, „tajemnicze znaki” sprawiają, że czuję się po prostu głupia. Pragnę rozwinięcia pojęć, bardziej konkretnych i ambitnych opisów i przede wszystkim inteligentniejszych bohaterów, którzy naprawdę od czasu do czasu potrafią rzucić od tak jakąś naprawdę mądrą myśl.
Z resztą, czego można się spodziewać po książce, w której bohater idąc długim, ciemnym tunelem, zastanawia się czy odnajdzie drogę powrotną?

Pozostawiając za sobą wszelkie kwestie techniczne związane z budową powieści, wierzę, że ta powieść ma potencjał. Nie jest może czymś, co zaprze czytelnikowi dech w piersi, ale może się po prostu podobać. Jednakże osobiście nie zamierzam czytać kolejnych trzech części tej serii. Jestem za bardzo rozczarowana, aby tracić czas na kolejne tomy.

Opis wydawniczy:
 Początek XIV wieku. Bernardo, niegdyś wojownik na służbie Zakonu Świętej Cekliny, spotka starego przyjaciela. Nunio, z którym Bernardo walczył niegdyś ramię w ramię, twierdzi, jakoby natknął się w okolicach Almacei na jednorożca i inne dziwne, pochodzące z innego świata, stworzenia. Mężczyźni wyruszają, by zbadać zagadkę i przekonać się, czy mityczne istoty naprawdę istnieją. W trakcie wędrówki dołącza do nich Yebra, młoda, oskarżona o posługiwanie się czarami, posiadająca niezwykłe moce kobieta. Czy dziewczyna jest wiedźmą? A jeśli tak – skąd wzięła się jej magia? Odpowiedź kryje się za murami Zakonu Świętej Cekliny... Członkowie bractwa od dawna poszukują i strzegą wiedzy – również tej zakazanej. W ich posiadaniu znajduje się nieistniejąca oficjalnie księga Porta Coeli, która może być bramą do innego świata...

 

3 komentarze:

  1. Dzięki wielkie za ostrzeżenie, w takim razie też się nie skuszę.
    Poza tym czasem mam wrażenie, że jakbym miała coś napisać, to pewnie wyglądałoby to dokładnie tak samo, ale to tak na marginesie. Nie musicie o tym wiedzieć, ciiii ;D
    W każdym bądź razie z niecierpliwością czekam na kolejną recenzję,
    Vanessa.

    OdpowiedzUsuń
  2. no cóż pomyślę o niej ale za jakiś czas bo widzę, ze fabuła nie jest zła, więc może po prostu to lektura dla konkretnego czytelnika?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli wziąć pod uwagę fabułę, to naprawdę uważam, że ma potencjał. Ale wydaje mi się, że historia została po prostu źle poprowadzona...
      ~Natalia

      Usuń