środa, 9 kwietnia 2014

"Noc świetlików" Elżbieta Rodzeń

Granice w literaturze powoli się zacierają. Kiedyś nie do pomyślenia byłoby zestawienie w jednej książce kwestii problemów psychiatrycznych z elementami fantastycznymi, a teraz? Teraz takie połączenia mogą zachwycać, o czym z całą pewnością świadczy „Noc świetlików” Elżbiety Rodzeń. 
Historia ta zaczyna się od scenariusza, który zna, niestety, bardzo wiele kobiet. Zagubiona i cierpiąca na anoreksję Paulina trafia do szpitala psychiatrycznego, gdzie – przynajmniej w teorii – musi zmierzyć się z samą sobą, a życzliwi ludzie mają jej pomóc w zwyciężeniu tej nierównej walki z samą sobą. Ale to nie szpital dla umysłowo chorych stanie się dla dziewczyny miejscem, w którym nie tyle odzyska ona swoją tożsamość, ale nabędzie nową. Więcej nie zdradzę w tej recenzji. Zamiast tego opowiem o mojej niezwykłej podróży, którą przebyłem wraz z główną bohaterką przez niewiele ponad cztery setki stron, na których rozgrywa się akcja powieści. A była to podróż doprawdy niezwykła – z jednej strony czułem się jakbym spływał kajakiem z nurtem rzeki – czytanie szło błyskawicznie i przeczytanych stron przybywało w zastraszającym tempie; z drugiej strony podróż ta mile wpływała na moją duszę romantyka. Tam, gdzie jest miłość, tam i ja znajdę sobie miły kąt, w którym z chęcią przycupnę. Paulina to postać niezwykła – dobrze skonstruowana i doskonale wyważona, co każe mi zastanowić się nieco nad osobą autorki – Elżbiety Rodzeń, która w mistrzowski, wręcz wirtuozerski sposób wykreowała swoją bohaterkę i stworzyła piękny, malowniczy świat, w którym można zatonąć. Niestety nie na długie godziny. Bo ta książka wystarcza na jedną noc… 
Wielu ludzi mówi, że w swoim życiu odnalazło jedną książkę, która bardzo głęboko zapisała się w ich sercach. Jest to powód do dumy i radości. Ja z jeszcze większą radością, mogę stwierdzić, iż odnalazłem kilka takich dzieł, na myśl o których, czuję na sercu ciepły dotyk. „Noc świetlików” jest jedną z takich opowieści. Z pozoru dla kobiet i z pozoru dla miłośników fantastyki. A w istocie – dla każdego i dla wszystkich. Elżbieta Rodzeń, bowiem, porusza w swojej książce bardzo istotne i – jakby nie patrzeć – trudne tematy. Są to kwestie radzenia sobie ze swoim ciałem i psychiką, radzenia sobie z problemami oraz odkrywania własnej tożsamości. Jak się okazuje – to ostatnie może okazać się najtrudniejszym wyzwaniem. Bo jak odkryć swoją tożsamość w świecie, do którego nie pasujemy? Pisarka odpowiada na to pytanie, choć odpowiedź ta nie pozostaje jednoznaczną. 
Tak chwalę i chwalę, a wypadałoby pozostać choć odrobinę krytycznym. Ale cóż ja mam na to poradzić? Fabuła – świetna, bohaterowie – bardzo dobrze skonstruowani. To może chociaż przyczepię się do języka? Nie mogę! „Noc świetlików” czyta się w błyskawicznym tempie, co jednoznacznie świadczy o wartości językowej tej pozycji. Uszczypliwie mogę jedynie zarzucić, że być może czyta się tę książkę tak szybko i to jest powodem, dla którego trudno odnaleźć w niej mankamenty. Ja, poza kilkoma małymi wpadkami językowymi – co jest rzeczą naturalną i w pełni normalną- nie znalazłem niczego, co mogłoby choćby na chwilę umniejszyć przyjemność lektury. Elżbieta Rodzeń pokazała klasę udowadniając, że polski autor również potrafi pisać i robi to nie tylko nie gorzej, ale i być może nawet lepiej od promowanych, zagranicznych pisarzy. Sam pamiętam z jaką dozą niepewności sięgałem po moją pierwszą książkę zagranicznego autora – czułem lęk. Ale Wydawnictwo Zysk i S-ka przekonało mnie, iż moje obawy są niepotrzebne. A teraz gorąco kibicuję polskiej literaturze. Jakby nie patrząc – kibicując jej, kibicuję i sobie, gdyż wierzę, że w końcu i mnie uda się znaleźć wydawcę dla mojej książki, a nie chciałbym trafić potem do worka: „polskie znaczy gorsze”. Rozpisałem się nieco, ale przesłanie jest jedno: jeśli nie przekonał Cię jeszcze żaden polski autor, sięgnij po „Noc świetlików” Elżbiety Rodzeń. Naprawdę warto! 

Opis wydawniczy: 

Paulina przebywa w szpitalu psychiatrycznym, ponieważ od kilku lat jej umysł walczy z ciałem, próbując zagłodzić ją na śmierć. Jedynym życzliwym człowiekiem dla niej jest młody pielęgniarz, Błażej. Chłopak namawia Paulinę do ucieczki. Trafia ona do domu trzech braci - młodych, tajemniczych mężczyzn. Dzięki nim przenosi się do niezwykłego świata elfów żyjących wśród ludzi. Nie wie jeszcze, że jego zasady są surowe, a sprzeciwiając się im, narazi nie tylko swoje życie, ale także życie kogoś, kogo pokochała.
Dziewczyna odkrywa mroczną sferę walki o władzę, o nadprzyrodzone zdolności, o miłość.
Wszystkie zawirowania sprawią, że bohaterka będzie musiała złamać zakazy, które ją dotąd więziły, by móc uratować siebie i swoich bliskich.
Noc świetlików wprowadza nas w krainę, w której nic nie jest oczywiste i przewidywalne.
Czy w każdym z nas może kryć się wielka tajemnica zmieniająca życie?

Za książkę dziękujemy wydawnictwu

2 komentarze:

  1. Recenzja naprawdę zachęcająca ;) Połączenie tematów problemów psychiatrycznych i konwencji fantastycznej faktycznie jest niecodzienne i wydaje się nieco ryzykowne, ale myślę, że warto się przekonać co z tej mieszanki powstało.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawno mnie tu nie było, ale... Kurcze, zachęciliście mnie. A tym bardziej, że jest to książka polskiej autorki. Naprawdę świetnie. Muszę ją przeczytać, nie ma innej opcji! Dzięki za recenzję,

    Vanessa.

    OdpowiedzUsuń