piątek, 4 kwietnia 2014

"To nie jest kraj dla starych ludzi"

Nic nie stanowi tak dobrej reklamy dla książki jak film. A to za sprawą tego, że ludzie chętniej chodzą do kina czy oglądają telewizję, aniżeli czytają. No i oczywiście – film jest bardziej zauważalny, bo w przeciwieństwie do książki, na promocję obrazu kinowego wydaje się grube miliony. Nie będę się tutaj rozwodzić nad tym, co lepsze: czy książka czy film (aczkolwiek znalazłem i takie filmy, które są lepsze od książkowego pierwowzoru), lecz nad tym jak dajemy się ogłupić.
Weźmy dla przykładu „To nie jest kraj dla starych ludzi” Cormaca McCarthy’ego. Zanim dowiedziałem się, że jest książka, wiedziałem o filmie braci Coen, choć nigdy go nie oglądałem. I chwała Bogu, gdyż nienawidzę najpierw oglądać filmu, a potem sięgać po książkę. Ale dobrze. „To nie jest kraj dla starych ludzi” jest promowany następującymi słowami: „Doskonały thriller, niezapomniana podróż przez amerykańską „ziemię jałową”, czarny humor i mistrzowski język – piękny, a jednocześnie precyzyjny”. I już na wstępie powiem – to nie będzie pochlebna recenzja. W moim odczuciu ta książka jest po prostu nieczytelna – brak odznaczających się dialogów, które są wrzucane w ciąg tekstu czy krótkie równoważniki zdań sprawiające wrażenie, jakby treść książki była nieustannie szarpana i pourywana… Te czynniki całkowicie odebrały mi radość z lektury, która stała się dla mnie nużąca. Czułem się jak gdybym znalazł się na wyjątkowo wyboistym terenie i samochód, w którym jadę, co i rusz podskakiwał na nierównościach. Chyba nikt nie stwierdzi, że jest to komfortowe uczucie. Za to sprzyja mdłościom. Fakt – McCarthy stworzył ciekawą fabułę, aczkolwiek mnie niczym ta książka nie zaskoczyła. Nie znaczy to, że nie ma w niej ciekawych momentów. Albowiem takowe „momenty” znajdują się i gotowe są porwać czytelnika do świata przedstawionego przez autora, ale ów czytelnik – rozpędzający się w czytaniu niczym formuła na torze wyścigowym – zaraz rozbija się na murze kropek. Krótkie równoważniki zdań. Dużo kropek. Mało opisów. Pourywane. Nieczytelne. Aż boli głowa. Niestety. Treść nie mogła wyjść w tym starciu jako zwycięzca. Forma za bardzo ją przytłoczyła – wręcz zmiażdżyła ją, nie dając nawet szans na ucieczkę. 
Długo ślęczałem nad tą książką starając się odnaleźć w niej przyjemność lub choćby jej namiastkę. Bo treść jest dobra. Naprawdę jest dobra – jestem przekonany, że wielokrotnie wzbudziłaby drżenie mojego serca, ale… No właśnie. Ale. Moje zamiłowanie do języka polskiego i rozłożystych, kwiecistych zdań nie pozwala mi zaakceptować książki, która – nie ukrywajmy tego – jest ułomna językowo. 
Ale zostawmy już sam język. Bohaterowie. I tutaj można powiedzieć o całkiem ciekawych kreacjach, choć (o czym już wspominałem) – brak wyszczególnienia dialogów jest bardzo odczuwalny. Nie zawsze wiedziałem, kto i co mówi, ani do kogo. Nie zawsze też mogłem się domyślić, czy daną kwestię wypowiada już bohater książki czy też jej narrator. Same kreacje postaci są w porządku – bohaterowie zdają się żyć na kartach tej powieści. Szkoda tylko, że ich literackie życie zostało tak bardzo okaleczone przez autora, który najprawdopodobniej chciał być prekursorem jakiegoś nowego trendu. „To nie jest kraj dla starych ludzi” to nie książka dla ludzi ceniących sobie formę. Zwykle dobrze jest, gdy treść przewyższa formę. Gorzej, jeśli przewyższa ją o całe kilometry… Ale to tylko moje zdanie, a Ty możesz mieć inne. Z całą jednak pewnością mogę poradzić – przeczytaj, zanim obejrzysz film. Zawsze warto na początek znać oryginał.



Opis wydawniczy: 
1980 rok. Na pustkowiu tuż przy granicy z Meksykiem pewien myśliwy znajduje dwa miliony dolarów. Niedawno w trakcie transakcji narkotykowej doszło tu do krwawej strzelaniny. Llewelyn przywłaszcza sobie gotówkę, marząc o rozpoczęciu nowego życia. Ale jego tropem podąża psychopatyczny morderca…

Filmową adaptację powieści w reżyserii Ethana i Joela Coenów (2007) nagrodzono aż 4 Oskarami.

5 komentarzy:

  1. Słyszałam o tym filmie, ale także nie wiedziałam, że powstał on na podstawie książki. Po tej niezbyt pochlebnej recenzji nie jestem pewna czy po nią sięgnę...

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja w dalszym ciągu nie przeczytałam ani jednej książki tego autora. Wstyd, po prostu wstyd!
    Filmu nie oglądałam, na szczęście. Na książkę polować będę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałem tylko film. Książki nie czytałem, nawet nie wiedziałem że bracia Coean zaadaptowali powieść na potrzeby filmu. No proszę. Jeżeli chodzi o film? Thriller-petarda :) Z doskonałymi kreacjami, świetną historią i genialny Javier Bardem w roli mordercy o drewnianym wyrazie twarzy. Pozdrawiam z filmowej części blogosfery :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Może przeczytam ją kiedyś, bo jak na razie to znajduje się na liście ;)

    Vanessa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Film oglądałam dawno temu. Po książkę także z chęcią sięgnę, mimo pewnych słabości. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń